28/10/2020

Co możemy powiedzieć (o) Bogu? Prolegomena do teologii afatycznej

Tytułowe pytanie może być uznane za kluczową kwestię współczesnej, zwłaszcza analitycznej filozofii religii.

Jest to, innymi słowy, pytanie o sensowność i zasadność dyskursu teologicznego – mówienia i myślenia o Bogu, ale też mówienia i myślenia do Boga, jak np. w czasie modlitwy. Jest to ważna kwestia filozoficzna, ale jest to też bardzo ważna kwestia życiowa czy egzystencjalna dla każdego, kto nie jest zupełnie obojętny wobec Boga i religii (i to niezależnie od tego, czy sam uważa się za teistę, ateistę, agnostyka czy za jeszcze kogoś innego).

Wydaje się, że na najogólniejszym poziomie możliwe odpowiedzi na tytułowe pytanie można przedstawić następująco:

Jako drobny, ale jednak twórczy, oryginalny wkład w dyskusję dotyczącą tytułowego zagadnienia można wskazać zaproponowane tutaj rozróżnienie teologii fatycznej i afatycznej[1]. To, co zostało tu nazwane ?teologią afatyczną? zwykle było uznawane za część albo odmianę teologii apofatycznej. Przedstawmy krótko każde z powyższych stanowisk, ilustrując je wybranymi przykładami.

Nazwą ?teologia fatyczna? (z gr. ?????? – mówić, opowiadać; ????? – mowa, wyrażenie, wypowiedź [twierdząca lub przecząca]) określić można te stanowiska, zgodnie z którymi o Bogu COŚ można powiedzieć. W ramach teologii fatycznej rozróżniamy dwa dopełniające się stanowiska: teologię pozytywną (katafatyczną) i teologię negatywną (apofatyczną). W ramach teologii negatywnej rozróżniamy jeszcze jej dwie wersje: umiarkowaną i radykalną.

W dziejach filozofii, ale i  w codziennej praktyce religijnej najczęściej chyba spotykane jest stanowisko, zgodnie z którym możliwe jest wypowiadanie sensownych twierdzeń o Bogu, o Jego istnieniu i naturze, czy o relacjach zachodzących między Bogiem a światem i ludźmi. Tradycyjnie stanowisko to i odpowiadającą mu praktykę mówienia o Bogu określa się nazwą ?teologii pozytywnej? albo ?teologii katafatycznej? (z gr. ????????? – twierdzenie, zdanie twierdzące; ??????????? – twierdzący).

Jako reprezentatywny przykład teologii pozytywnej (katafatycznej) można tutaj przywołać fragment Księgi – z Metafizyki Arystotelesa:

[?] istnieje przeto coś, co będąc nieruchome, porusza, byt wieczny, substancja i akt. [?] Pierwszy Poruszyciel jest więc bytem koniecznym; o ile jest bytem koniecznym, jego sposobem istnienia jest Dobro, i w tym sensie jest pierwszą zasadą. [?] Od takiej zasady zależne jest niebo i cała natura. Życie jej jest najwyższą doskonałością, jaką my się cieszymy przez krótki tylko okres naszego życia. [?] Jeżeli więc Bóg znajduje się zawsze w tym stanie szczęśliwości, w jakim my się znajdujemy tylko czasem, jest to godne podziwu, a jeżeli w większym, to jest to jeszcze bardziej godne podziwu. Bóg znajduje się w tym stanie szczęśliwości. Życie również przysługuje Bogu, bo życie jest aktem rozumu, a Bóg jest samym aktem; ten samoistny akt jest życiem najlepszym i wiecznym. Można więc powiedzieć, że Bóg jest żywym bytem, wiecznym i najlepszym; przysługuje mu też wieczne i nieprzerwane trwanie; bo to właśnie jest Bóg[2]

Ogólna forma wypowiedzi z zakresu teologii pozytywnej jest następująca: ?Bóg jest P?, gdzie zmienna ?P? oznacza jakąś (dowolną) własność pozytywną (waloryzowaną dodatnio).

Podstawowy zarzut formułowany pod adresem teologii pozytywnej (katafatycznej) jest taki, że zakładając, iż o Bogu da się cokolwiek pozytywnie powiedzieć (czy to w sposób dosłowny, czy analogiczny), redukuje ona Boga do rangi zwykłego przedmiotu naszego ludzkiego myślenia i mówienia. Tymczasem Bóg ma być radykalnie inny od wszystkiego, czego dotyczą nasze zwykłe ludzkie myśli i słowa. Nawet najwznioślejsze określenia Boga (?jego sposobem istnienia jest Dobro?, ?Bóg znajduje się w [?] stanie szczęśliwości?, ?Bóg jest żywym bytem, wiecznym i najlepszym? etc.) zawsze są nieadekwatne.

Niejako odpowiedzią na zasadnicze trudności teologii katafatycznej jest teologia negatywna albo apofatyczna (z gr. ???????? – zaprzeczenie, przeczenie, negacja; ?????????? – przeczący, negatywny), która próbuje powiedzieć coś o Bogu, jednocześnie respektując radykalną inność Boga w stosunku do wszystkich zwykłych, nie będących Bogiem przedmiotów naszego mówienia i myślenia. Przyjmuje się tu więc, że o Bogu nie można nic orzec w sposób pozytywny (nie można powiedzieć, jaki Bóg jest), a jedynie w sposób negatywny można powiedzieć, jaki Bóg NIE jest.

Wydaje się przy tym, że teologia negatywna występuje w dwóch wersjach: umiarkowanej i radykalnej (ta ostatnia prowadzi już wprost do teologii afatycznej).

Paradygmatyczny przykład zdań należących do teologii negatywnej (apofatycznej) umiarkowanej znajdziemy w pismach Dionizego Areopagity:

Mówimy więc, że przyczyna wszelkiego bytu, która jest ponad wszelkim bytem, nie jest ani czymś bez własnego bycia, ani czymś bez życia, rozumu czy intelektu; ale nie posiada też ciała, formy czy postaci, nie ma jakości, wielkości czy masy, nie jest też w jakimś miejscu, nie jest widziana ani postrzegana zmysłem dotyku, nie postrzega zmysłowo i nie jest ujmowana za pomocą zmysłów, nie doznaje nieporządku i zamętu, jaki wprowadzają materialne namiętności, nie jest bezsilna i niej jest podległa zmysłowemu przypadkowi; nie cierpi na niedostatek światła; nie jest związana ze zmianą czy przemijaniem, z podziałem czy z pozbawieniem, ani z czymkolwiek, co należy do rzeczy podpadających pod zmysły[3].

W teologii negatywnej umiarkowanej stwierdza się, że Bóg NIE jest taki jak konkretne przedmioty podpadające pod zmysły[4]. Taki dyskurs teologiczny czy religijny nie wydaje się jeszcze być jakoś szczególnie niezwykły. Odpowiada on w dużej mierze intuicjom wyrażanym w sposób pozytywny w twierdzeniach teologii katafatycznej.

Ale teologia negatywna idzie dalej i głosi:

Znów wstępując, mówimy, że nie jest On ani duszą, ani duchem; nie ma ani wyobraźni, ani opinii, poznania rozumowego czy poznania intelektualnego; nie jest ani słowem, ani rozumieniem, nie jest ani wyrażany, ani poznawany; nie jest ani liczbą, ani porządkiem, ani czymś wielkim, ani czymś małym, ani czymś równym, ani czymś nierównym, ani czymś podobnym, ani czymś niepodobnym; nie stoi ani nie pozostaje w ruchu czy spoczynku, ani nie ma możności, ani nie jest możnością czy światłem; nie żyje ani nie jest życiem; nie jest poszczególną istotą, aionem ani czasem, nie jest duchowo dotykalny, nie jest wiedzą czy prawdą, nie jest królestwem czy mądrością, ani jednym, ani jednością, ani bóstwem, ani dobrocią, ani duchem, jak go rozumiemy; nie jest synostwem ani ojcostwem, ani czymkolwiek z tego, co poznajemy, bądź z tego, co poznaje jakiś inny byt; nie jest niczym z niebytu czy z bytu: ani byt Go nie poznaje jako będącego, ani on nie poznaje bytu jako będącego; nie istnieje w odniesieniu do Niego ani pojęcie, ani imię, ani poznanie; nie jest On ani ciemnością, ani światłem, ani błędem, ani prawdą; nie istnieje w odniesieniu do Niego ogólnie ani twierdzenie, ani negowanie[5].

Mamy tu do czynienia z czymś, co określiliśmy mianem radykalnej teologii negatywnej. Tutaj mówi się jaki Bóg NIE jest w stosunku do wszelkich dających się pomyśleć przedmiotów. Nie są przy tym respektowane podstawowe prawa logiki (klasycznego rachunku zdań), np. prawo wyłączonego środka (np. ?nie jest On [?] ani czymś podobnym, ani czymś niepodobnym?). Co więcej, zostają tutaj zanegowane również takie określenia, które na gruncie tradycyjnej teologii katafatycznej kojarzone są z Bogiem jako Jego atrybuty (np. ?nie jest On [?] ani bóstwem, ani dobrocią, ani duchem?). Wydaje się, że tu dyskurs religijny osiąga swoje granice?

Przy tej okazji warto poczynić dwie uwagi. Po pierwsze, wydaje się, że zachodzi jakieś podobieństwo (pokrewieństwo?) pomiędzy teologią negatywną (zwłaszcza w jej radykalnej postaci) a ateizmem teoretycznym[6]. W tej perspektywie ateistyczna krytyka (pojęcia) Boga i religii jawi się jako radykalna próba oczyszczenia naszej relacji z Bogiem z wszelkich tylko ludzkich (?ludzkich, arcyludzkich?) wtrętów i uzurpacji.

Po drugie, via negationis, czyli taki sposób mówienia o Ostatecznej Rzeczywistości, zgodnie z którym można o Niej coś powiedzieć tylko poprzez przeczenie, spotykany jest w różnych tradycjach religijnych. Oto jak w jednej z sutr kanonu palijskiego, podstawowego zbioru nauk buddyjskich, opisywana jest Nirwana:

Uczniowie, jest taka dziedzina, gdzie nie ma ani ziemi, ani wody, ani ognia, ani powietrza; nieskończonej przestrzeni, nieograniczonej świadomości, nie ma też nicości, postrzegania ani też braku postrzegania. Nie ma tam ani tego świata ani innego, słońca ani księżyca. Nie nazywam tego przychodzeniem ani odchodzeniem, ani znieruchomieniem, ani śmiercią, ani narodzinami. Jest to bez podstawy, przemiany czy stałości. Uczniowie, oto kres bólu i troski[7].

Krok dalej w stosunku do radykalnej teologii apofatycznej stanowi teologia afatyczna (gr. ?????? – zaniemówienie, osłupienie, niemożność mówienia, powiedzenia czegoś; ?????? – niewymowny, niewypowiedziany, niesłychany), która przeczy możliwości powiedzenia czegokolwiek o Bogu. Zgodnie z tym stanowiskiem wszelkie próby powiedzenia czegokolwiek o Bogu są z gruntu chybione, wszelkie nasze wypowiedzi o Bogu – czy to pozytywne (twierdzenia), czy to negatywne (przeczenia) – są zasadniczo nieadekwatne. Jako najwłaściwszą postawę wobec Boga teologia afatyczna zaleca milczenie.

W jakim sensie jednak teologia afatyczna jest w ogóle teologią?

Po pierwsze, teologia afatyczna pojawia się w kontekście teologii fatycznej, jako próba jej przekroczenia czy przezwyciężenia.

Po drugie, teologia afatyczna wydaje się zakładać, że możliwe są jakieś inne (niewerbalne, niedyskursywne, pozaintelektualne, nadracjonalne) drogi czy sposoby kontaktu z Tym, co teologia fatyczna nazywa ?Bogiem?. Według teologii afatycznej radykalne (obejmujące ciało i umysł) milczenie lepiej sprzyja takiemu kontaktowi niż mówienie czy (dyskursywne) myślenie. Znajduje to potwierdzenie w tradycyjnych praktykach ascetycznych czy medytacyjnych Wschodu i Zachodu.

Teologia afatyczna wydaje się być obecna w różnych tradycjach religijnych. Oto kilka przykładów.

Fragment reprezentatywny dla taoizmu:

Tao, które można wyrazić słowami, nie jest (prawdziwym) niezmiennym tao.

Nazwa, którą można je określić, nie jest (prawdziwą) niezmienną nazwą.

Bezimienne (stało się) prapoczątkiem nieba i ziemi.

Nazwane (stało się) rodzicielką dziesięciu tysięcy rzeczy[8].

Ten sam fragment w innym przekładzie:

To, co nieistotność w byt ten przemienia,

A czego zmienny czas się nie imie;

To z czego wszelkie pochodzi imię:

Samo żadnego nie ma imienia[9].

Islamski poeta i mistyk Rumi (1207-1273):

Latająca dusza wpadła

do beczki pełnej zsiadłego mleka wieczności.

Tu nie było już muzułmanów ani chrześcijan,

Żydów ani Parsów.

Mówienie o Bogu jest tylko

trzepotem skrzydeł,

któremu ciągle oddawała się latająca dusza;

lecz gdy wpadła do zsiadłego mleka,

ustaje wszelkie trzepotanie[10].

Szczególnie instruktywny jest tu przykład Tomasza z Akwinu (1225-1274), po dziś dzień uważanego, przynajmniej w Kościele rzymskokatolickim, za ?mistrza sztuki myślenia i wzór właściwego uprawiania teologii?[11]. Rzeczywiście Tomasz stworzył gigantyczny wprost system teologii spekulatywnej, zainspirowanej m.in. filozofią Arystotelesa. Pod koniec życia jego udziałem było jednak doświadczenie, które doprowadziło go jeśli nie do zupełnej afazji, to przynajmniej do zupełnej agrafii, a w każdym razie, jak się wydaje, do zerwania z katafatyczną, spekulatywną teologią.

W środę rano, 6 grudnia [1273 roku], w uroczystość św. Mikołaja, Tomasz wstał jak zwykle wcześnie, aby odprawić przypadającą na ten dzień mszę w kaplicy św. Mikołaja. W czasie mszy został nagle porażony [?] przez coś, co go do głębi poruszyło i odmieniło [?]. ?Po tej mszy nigdy już nie pisał i nie dyktował?. [?] Gdy Reginald zauważył tę nagłą zmianę trybu życia, którego Tomasz przestrzegał od ponad piętnastu lat, zapytał go: ?Ojcze, dlaczego nie kończysz tego wielkiego dzieła, które rozpocząłeś na chwałę Bożą i ku oświeceniu całego świata?? Na co Tomasz odpowiedział z prostotą: ?Reginaldzie, nie mogę?. Lecz Reginald [?] nakłaniał go do powrotu do pisania i dotychczasowego trybu życia choćby w mniejszym tempie. Im bardziej jednak nalegał, tym bardziej Tomasz się niecierpliwił, aż wreszcie odrzekł: ?Reginaldzie, nie mogę, ponieważ wszystko, co napisałem wydaje mi się jak słoma [Raynalde, non possum quia omnia que scripsi videntur mihi palee]?[12].

Dalej czytamy:

Raz jeszcze Reginald próbował nakłonić Tomasza, aby powiedział, dlaczego zaprzestał pisania i dlaczego jest taki oszołomiony (stupefactus). Po długim, natrętnym dopytywaniu i naleganiu, Tomasz w końcu odparł: ?[?] Wszystko co napisałem, wydaje mi się jak słoma w porównaniu z tym, co zostało mi teraz objawione?[13].

Katafatyczna, spekulatywna teologia okazuje się więc być bezwartościowa (palea ? słoma) wobec tego tajemniczego, niedyskursywnego doświadczenia, które stało się udziałem Tomasza. 

Klasycznym tekstem filozoficznym, w którym – paradoksalnie – znalazła wyraz teologia afatyczna jest Tractatus logico-philosophicus Ludwiga Wittgensteina (1889-1951), a zwłaszcza jego końcowe fragmenty. Trzy zacytowane tutaj tezy można uznać za najkrótsze, paradygmatyczne (wzorcowe) przedstawienie teologii afatycznej.

?6.522 Jest zaiste coś niewyrażalnego. To się uwidacznia, jest tym, co mistyczne [Es gibt allerdings Unaussprechliches. Dies z e i g t sich, es ist das Mystische].

6.54 Tezy moje wnoszą jasność przez to, że kto mnie rozumie, rozpozna je w końcu jako niedorzeczne [unsinnig]; gdy przez nie – po nich – wyjdzie ponad nie. (Musi niejako odrzucić drabinę, uprzednio po niej się wspiąwszy).

7 O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć [Wovon man nicht sprechen kann, darüber muss man schweigen]?[14].

W tezie 6.522 Wittgenstein stwierdza istnienie czegoś niewyrażalnego. Jednocześnie Wittgenstein stwierdza, że To – choć niewyrażalne – jakoś się uwidacznia czy też pokazuje się (?zeigt sich?). Czyli choć nie mamy do Tego dostępu dyskursywnego, to jednak jakiś kontakt z tym jest możliwy, przy czym kontakt ten jest inicjowany raczej przez To coś. To, co niewyrażalne jest tym, co mistyczne.

W tezie 6.54 Wittgenstein stwierdza niedorzeczność (paradoksalność?) swoich wcześniejszych enuncjacji na temat tego, co niewyrażalne i mistyczne. Jednocześnie uznaje on pragmatyczną przydatność (niezbędność?) tych zasadniczo niedorzecznych wypowiedzi w drodze do tego, co niewyrażalne i mistyczne. Wypowiedzi tych należy użyć, wesprzeć się na nich, ale ostatecznie należy je odrzucić. Czy nie tak właśnie powinniśmy traktować wszelkie wypowiedzi z zakresu teologii fatycznej (czy to pozytywnej, czy negatywnej)? Jako na pewnym etapie być może potrzebne czy nawet niezbędne, ale ostatecznie jednak bezwartościowe? I w końcu, czy nie powinniśmy wreszcie ich odrzucić i zamilknąć?

Na zakończenie przytoczmy jeszcze fragment opowiadania pewnego młodego wrocławskiego Autora. Opowiadanie to nosi tytuł Absconditus i jest dowodem na to, że pewne intuicje związane z pojęciem teologii afatycznej, o których była tutaj mowa, są podzielane nieco szerzej. W opowiadaniu tym znajdują one swój literacki, być może bardziej sugestywny wyraz. Głównym bohaterem opowiadania jest poeta, bard, trubadur, o jakże znaczącym imieniu Katafat (alter ego Autora), od lat próbujący w swoich strofach odsłonić tajemnicę Ukrytego. Pewnej nocy Katafata nawiedza Kapłan. (Czy w gruncie rzeczy poeta i kapłan to nie jedna i ta sama osoba? Czy i w nas, teologach, nie tkwi poeta, który chciałby przede wszystkim uczynić zadość Bergsonowskiej ?funkcji fabulacyjnej?[15], a zarazem kapłan, dla którego priorytetem jest strzec Nienazwanego?) Katafat w rozmowie z bezimiennym kapłanem mówi:

?[?] i wciąż nawet nie musnąłem cienia Tajemnicy. Odkąd tylko zacząłem tkać gobeliny pieśni, wiedziałem, że liczy się wyłącznie To, co czasem prześwituje zza ich ściegów. [?]

? To jest – rzekł [?] kapłan – ale musi być ukryte. [?] Zrozum, nawet my tego nie znamy. Takie jest zadanie sługi [?]: chronić To, być przy Tym, ale nie dotykać Tego. I tak aż do chwili, gdy To samo wyjdzie nam z naprzeciwka. Być może aż do śmierci. [?]

Ktoś rozciął korale czasu, a poszczególne chwile potoczyły się we mgłę po szaroczarnym stepie. Naraz Katafat zobaczył całe swoje życie jak księgę otwartą na wszystkich stronach jednocześnie – przemknęło i znikło, zostawiając już nie trubadura i nie świtającą przestrzeń, ale To odarte z czegokolwiek innego, To odbite w lustrze Tego, To-bez-Katafata.

[?] Rozmyta plama Słońca górowała nad równiną. Ku poecie zmierzał kapłan. Zatrzymał się naprzeciw [?]

? To jest – szepnął bard.

? Ale nie ma twoich pieśni?[16].

Łukasz Maskos-Nysler

Zobacz film

[1] Choć sam termin ?teologia afatyczna? można znaleźć przynajmniej w jednym tekście innego autora; por. P. Sadzik, Zdrobniałe jąkanie. Teologia afatyczna w ?Piotrusiu? Leo Lipskiego, ?WIELOGŁOS Pismo Wydziału Polonistyki UJ? 2 (40) 2019, s. 57-84.

[2] Arystoteles, Metafizyka, 1072a-1072b. Warszawa 1984, s. 313-315.

[3] Dionizy Areopagita, Teologia mistyczna, IV, cyt. za św. Teresa Benedykta od Krzyża – Edyta Stein, Drogi poznania Boga. Studium o Dionizym Areopagicie i przekład jego dzieł. Kraków 2019, s. 370.

[4] Pewną komplikację stanowi fakt, że w powyższym przykładzie występują też określenia będące podwójną negacją, np. ?nie jest czymś bez życia, rozumu czy intelektu?.

[5] Tamże, s. 371.

[6] Por. Ł. Nysler, Geneza ateizmu teoretycznego. Wykład wygłoszony 18.10.2013 na spotkaniu roboczym Towarzystwa Studiów Interdyscyplinarnych przy Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. https://youtu.be/GPP6JZyhPLI [dostęp: 15.12.2020].

[7] Udana, VIII. W: Buddyzm. Red. J. Sieradzan, W. Jaworski, M. Dziwisz, Kraków 1987, s. 73.

[8] Lao-tsy, Tao-te-king, czyli Księga drogi i cnoty, tłum. T. Żbikowski. W: Taoizm. Red. M. Dziwisz, Kraków 1988, s. 49.

[9] Lao-tsy, Tao-te-king (fragmenty), tłum. J. Lemański. W: Taoizm. Red. M. Dziwisz, Kraków 1988, s. 80.

[10] Cyt. za W. Jäger, Kontemplacja – droga chrześcijańska. Warszawa 1999, s. 15.

[11] Jan Paweł II, Encyklika Fides et Ratio, 43, 1998; Por. Leon XIII, Encyklika Aeterni Patris, 1879, ?Złota mądrość św. Tomasza?.

[12] J. A. Weisheipl OP, Tomasz z Akwinu. Życie, myśl i dzieło. Poznań 1985, s. 398-399.

[13] Tamże, s. 400.

[14] L. Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, tłum. B. Wolniewicz. Warszawa 2004, s. 82-83.

[15] Por. H. Bergson, Dwa źródła moralności i religii. Kraków 2007, s. 112 i n.

[16] B. Nysler, Absconditus. W: tegoż, Pustka i inne historie, Wrocław 2019, s. 17-18.

Więcej wydarzeń

Przeczytaj

Studia humanistyczne nadal bardzo potrzebne. Teologia również

Teologia stawia każdego człowieka przed najważniejszymi pytaniami. Kim jestem? Dokąd zmierzam? Jaki sens ma moje życie? Skąd pochodzi wszystko? Dlaczego życie jest takie jakie jest?

Krótka refleksja na koniec roku

Stephen Hawking, znany brytyjski fizyk, pod koniec swojego długiego życia wzbudził wiele kontrowersji, twierdząc, że wprawdzie nie jest w stanie udowodnić, że Boga nie ma, ale potrafi wykazać, że Wszechświat powstał sam z niczego i Bóg przy wyjaśnianiu powstania Wszechświata nie jest nam do niczego potrzebny.

Mural, Drzewo Życia

Księga Rodzaju, w drugim opisie stworzenia, umieszcza drzewo życia w samym środku Ogrodu Eden. Daje ono zdrowie i życie tym, którzy spożywają jego owoce.

czytaj więcej